15 stycznia 2017

Niedobrze mieć sąsiada

      Kiedyś marzyło mi się mieszkać w domu z ogrodem, ale niestety nie każdy ma takie możliwości finansowe. Aktualnie mieszkam w bloku, co jak wiadomo ma swoje plusy i minusy. Plusem jest to, że nie trzeba martwić się o ogrzewanie i remonty. Minus wiąże się z tym, że mieszkanie w bloku skazuje nas na obecność sąsiadów z każdej strony.
      U mnie mieszka zestaw wyjątkowo dziwnych i uciążliwych ludzi. Często jest tak, że gdy chcę odpocząć po pracy, słychać hałasy, które muszę zagłuszyć głośną muzyką. Piętro niżej pode mną mieszka para młodych ludzi z małym, 4-letnim dzieckiem. Nie dość, że dziecko jest wyjątkowo marudne i często płacze, to jego matka próbując je uciszyć sama krzyczy, używając głośnych wulgaryzmów. Nad moim mieszkaniem żyje emerytka, która ma problem ze słuchem i wieczorami słychać u niej głośno włączony telewizor. Obok mieszka upośledzony mężczyzna, który ze względu na swoją głuchotę mówi tak głośno, że słychać w całym bloku. Do tego idąc korytarzem pali papierosa, z którego dym roznosi się po wszystkich piętrach.
      Jakby tego było mało - najwięcej dziwnych ludzi mieszka na moim piętrze. Są to same kobiety, w tym dwie wdowy. Naprzeciw mojego mieszkania mam średnią przyjemność oglądać starszą, 70-letnią kobietę, samotną i zdziwaczałą do granic możliwości. Jej hobby to chodzenie po korytarzu, co robi kilka razy dziennie nie wiadomo po co - patrzy w okna, ogląda gazetki reklamowe albo poprawia swoją wycieraczkę. Jeśli chodzi o jej styl życia, w pewnym sensie zatrzymała się w średniowieczu - nie ma w domu lodówki, pralki, odkurzacza, telefonu. Trudno mi wyobrazić sobie, jak można żyć w takich warunkach w XXI wieku? Inna sąsiadka, 90-letnia staruszka niedawno sama narobiła sobie problemów, a przy okazji sąsiadom. Zaczęła pukać do nich wołając o pomoc - okazało się, że zerwała opatrunek z nogi, co spowodowało krwotok z żyły, który zagrażał jej życiu. Kilka dni temu następna sąsiadka zrobiła mi "pobudkę" o godz. 5:30. Obudził mnie hałas na korytarzu i głośne rozmowy. Zerwana ze snu wyszłam sprawdzić co się dzieje. Dostałam odpowiedź, że nic się nie stało, a tylko przyszła do niej rodzina - siostra z córką i jej małym dzieckiem. Szczerze mówiąc, trochę dziwna pora na odwiedziny, ale nie chciałam robić awantury, bo ze zdziwienia opadły mi ręce.
      Wiadomo, że ludzie są różni, ale skupisko takich okazów w jednym miejscu jest na dłuższą metę nie do zniesienia. Ostatnio coraz częściej zastanawiam się nad przeprowadzką, żeby odpocząć od tego "towarzystwa".